– Jak to się stało, że wpadliśmy na taki pomysł? W ubiegłym roku na jesieni było bocianie gniazdo na lipie. Gnieździły się tam już od kilku lat. Niestety przyszła wichura i to gniazdo zdmuchnęła. A nasze bociany z Nietuliska Dużego to nie były zwykłe bociany, miały cztery młode. Mieszkańcy je dokarmiali,rozpieszczali smakołykami, przynosili wątróbki, podroby. Jako sołtys musiałem zainterweniować – wspomina Henryk Jabłoński, sołtys Nietuliska Dużego.
Pomoc znalazł w Zakładzie Gospodarki Komunalno-Mieszkaniowej, u Tomasza Mazana.
–To on zlecił ludziom, żeby przyjechali dostawczym samochodem, aby sprzątnąć to, co zostało, ale się okazało, że to bocianie gniazdo było ogromne i bardzo ciężkie. Musiała przyjechać fadroma i zabrała to gniazdo do Kunowa. Mieszkańcy, a w szczególności Henryk Śmigas, kupili materiał i finansowo dołożyli się do gniazda – mówi Henryk Jabłoński.

Mieszkańcy bardzo chcieli, żeby gniazdo bocianie wróciło. Przypominali mu o tym na każdym kroku. Sołtys nie miał wyjścia, znalazł trochę czasu i wraz z kilkoma mieszkańcami zbudował… bocianie gniazdo. Do wykonania konstrukcji użył m.in. raczek od taczek, zrobił wzmocnienia i tak powstało gniazdo.
– Później pojawił się problem, na czym to gniazdo osadzić. Zadzwoniłem do Jana Pasternaka, szefa firmy Elektrobud, czy nie znalazłby u siebie starego, uszkodzonego słupa na bocianie gniazdo. Na tej lipie już nie było sensu, żeby ustawiać nowe gniazdo, bo była stara i spróchniała. Straciła też na wysokości. Pan Pasternak się zgodził, obiecał, ze poszuka słupa i mi go dostarczy – dodaje sołtys Nietuliska Dużego.
Przywiózł słup. Wykopał dół na dwa metry, a firma osadziła go w ziemi. Wszystko za darmo.
– Nic nas to nie kosztowało. Nie zdążyliśmy jednak zrobić gniazda jak te słup był montowany. No i pojawił się kolejny problem jak je na słupie zamieścić. Pomógł mi kolejny znajomy przedsiębiorca Jacek Ziółkowski. Słup ma 10 metrów wysokości więc łatwo nie było. Podjechał STAREM i zrobił ten wysięgnik. Trzej panowie nam pomogli. Zamontowaliśmy go narzucaliśmy starych gałęzi z porzeczek, żeby bociany się nie bały. Zrobiliśmy takie odwodnienie nawet dla wody, gdyby się tam im w tym gnieździe zbierała – tłumaczy sołtys.
Po wsi krąży takie porzekadło, że bociany wracają na Świętego Józefa (19 marca), więc mieszkańcy musieli pospieszyć się z budową nowego lokum dla ptaków.

I tak zaczęło się oczekiwanie na ich powrót.
– Od 17 marca czekaliśmy na bociany. 19 ich nie ma, 20 nie ma, pomału zaczęliśmy tracić nadzieję, nareszcie 22 przyleciały bociany. Z opowieści sąsiadów, którzy blisko swej posesji mają gniazdo, dowiedziałem się, że jak przyleci bociek, to po tygodniu znajduje sobie partnerkę. A ten nasz to już na drugi dzień siedział w gnieździe z panią bocianową. Tak mu się to gniazdo spodobało. Była nawet bójka między bocianami o nowe lokum, bo pojawił się konkurent, jednak odleciał – wspomina Henryk Jabłoński.
Miejsce mają naprawdę dobre. Ludzie są tam dobrzy nie płoszą ich, dokarmiają, cieszą się.
– Dziękują mi, że się tym zająłem. Na zniszczonej lipie, na której pierwotnie było gniazdo ucięliśmy kikuta, podcięliśmy gałązki, dla drugiej pary – tłumaczy sołtys.
Jako ciekawostkę podaje, że przy bocianim gnieździe niedaleko jest domek, w którym urodziły się bliźnięta.
– Sąsiedztwo bocianów popłaca – śmieje się Henryk Jabłoński. I żartuje, że być może obecność bocianów poprawi przyrost naturalny w gminie Kunów.

