Znajdź nas na

Subscribe

FAKTY

Ks. Paweł Anioł: Nikt z nas nie jest wieczny dlatego warto budować „żywe pomniki!”

– Z panią Jadzią rozmawiałem do samego końca, odmawialiśmy razem „Różaniec”, po czym powiedziała do mnie: „Niech ksiądz mi się pomoże położyć, umieram”. Zapytałem ją: „Pani Jadziu, ale jak to?” Pobiegłem po pielęgniarkę i gdy wróciliśmy Pani Jadzia już odeszła – tak ksiądz Paweł Anioł, który prowadzi ostrowiecki Dom Ulgi w Cierpieniu im. Jana Pawła II wspomina jedno z pożegnań. Przypomina także, że dziś mija dokładnie 14 lat od dnia śmierci Jana Pawła II, którego pontyfikat stał się impulsem do budowania „żywych pomników”. Jednym z nich jest budynek po starym szpitalu przy ul. Focha 5, który został dedykowany jako taki żywy pomnik na Dom Ulgi w Cierpieniu im. Jana Pawła II. W rocznicę śmierci papieża odwiedziliśmy ostrowieckie hospicjum.

fot. Marzena Gołębiowska/naOSTRO.info

– 2 kwietnia 2005 roku godz. 21.37, który głęboko zapadł w pamięci naszego Narodu. Czas, który zjednoczył nas wszystkich w zadumie i wdzięczności za dar życia oraz pontyfikatu Wielkiego Papieża z Rodu Słowian. Solidarność, modlitwa narodowa oraz wdzięczność, która przejawiała się pojednaniem klubów sportowych, polityków i chęcią budowy pomników upamiętniających „naszego papieża”. Episkopat Polski zwracał uwagę, aby budować „żywe pomniki” upamiętniające pontyfikat Jana Pawła II. Odpowiedzią na to wezwanie w Ostrowcu Świętokrzyskim było utworzenie Hospicjum Stacjonarnego, aby przypominać Jego nauczanie o godności człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci – wspomina ks. Paweł Anioł.

W Domu Ulgi w Cierpieniu im. Jana Pawła II, który prowadzi, przebywają osoby od 18 roku życia, ponieważ jest to hospicjum dla dorosłych.

– Najmłodsza osoba, jaka u nas przebywała miała 23 lata. Najstarsza ponad 102 lata – wspomina ks. Paweł Anioł. – Prowadzę hospicjum terminalne. Nie ma ich zbyt wiele na naszym terenie. Sprawujemy opiekę nad człowiekiem, który potrzebuje jej przez 24 godziny na dobę. Przebywają u nas osoby nieuleczalnie chore. Mamy też wielu pacjentów wykluczonych społecznie, wiele takich, o których zapomnieli najbliżsi – dodaje ks. Paweł Anioł.

W hospicjum przy Focha 5 ulgę w cierpieniu znajdują mieszkańcy naszego powiatu najczęściej w ostatnim stadium swojego życia:

L.p. Choroba Kod ICD 10
1 Choroba wywołana ludzkim upośledzeniem odporności (HIV)  B20-B24
2 Nowotwory C00-D48
3 Następstwa zapalnych chorób układu nerwowego G09
4 Układowe zaniki pierwotne zajmujące ośrodkowy układ nerwowy G10-G13
5 Stwardnienie rozsiane G35
6 Kardiomiopatia I42-143
7 Niewydolność oddechowa niesklasyfikowana gdzie indziej J96
8 Owrzodzenia odleżynowe

–Są u nas ludzie, którzy wiele wycierpieli i cierpią, ale z drugiej strony poprzez środki farmakologiczne, poprzez wsparcie, staramy się uśmierzyć ich ból duchowy, ból psychiczny, nie tylko ten fizyczny. Staramy się rozwiązywać te problemy, z którymi zmagają się nasi pacjenci, chociaż wszystko zależy od tego jak współpracuje z nami i sam pacjent oraz jego rodzina. A z tym bywa różnie, po pierwsze nie zawsze pacjent jest w pełni świadomy, nie zawsze także rodzina chce podjąć współpracę – tłumaczy duchowny.

Jak przyznaje ksiądz Paweł Anioł człowiekowi trudno pogodzić się odchodzeniem, a każdy dzień jest przecież takim naszym odchodzeniem. Z autopsji wie, jak się człowiek godzi, gdy słyszy diagnozę: „nic się już nie da zrobić ”.

– Trzeba się cieszyć każdym nowym dniem. Bo często nie zdajemy sobie sprawy ile czasu marnujemy, a potem się okazuje, że nie było czasu na to, czy na tamto. Wydawać by się mogło, że telefony komórkowe sprawią, że dzieci będą w częstszym kontakcie z rodzicami. To jest nieprawda, bo żeby do kogoś dzwonić, to przede wszystkim trzeba zbudować więź. Tu jest często problem tego bólu psychicznego. Tak jak w Budce Suflera śpiewają: „Świat się wokół nas wciąż mniejszy staje, Kontynenty na odległość dłoni są,
Samoloty jak z dziecinnych bajek, Ponad głowa coraz szybciej niebo tną.
Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem, Z pomieszania mowy słychać jeden głos. Zbudowano druga, większą Wieże Babel, Kto pamięta tamtej, pierwszej wieży los? Świat się kurczy jak przekłuty balon, Człowiek tez maleje szybko razem z nim, Przerażony swa niewielka skala, Coraz bardziej samotnieje w tłumie tym. Stąd ucieczki nieprzytomne pusta droga, Jakby…”. Człowiek coraz bardziej się odizolowuje od świata rzeczywistego, żyjąc bardziej światem wirtualnym. Żyje lajkami na Facebooku, niż tymi których ma wokół siebie, by powiedzieć do rodziców: „kocham cię”, „dziękuję” – stwierdza ksiądz Anioł.

Przyznaje, że kończył różnego rodzaju kursy i szkolenia psychologiczne, w których uczono metod podchodzenia i rozmowy z chorym. Jednak lata pracy stają się najlepszą szkołą i praktyką. Inaczej jest, gdy mamy do czynienia ze śmiercią nagłą, a inaczej, gdy ktoś „odchodzi”, umiera przez dłuższy czas i pozostaje nam często tylko to, żeby przy nim być.

fot. Marzena Gołębiowska/naOSTRO.info

– I wydaje się, że to ja, jako ksiądz, powinienem im coś tłumaczyć, wyjaśniać sens ich choroby, cierpienia, a często bywa tak, że to oni mi tłumaczą sens ich cierpienia. Nie miałem nigdy takiej potrzeby, czy konieczności, żeby kogoś uspokajać. Najważniejsza rzeczą jest pomoc w godnym przeżyciu tych ostatnich dni, a także w pogodzeniu się ze światem, pozamykaniu ziemskich spraw. Bo to jest ten najgorszy ból psychiczny, który sprawia, że chorzy szarpią się z przeszłością na łożu śmierci. Powiem więcej i nie ta osoba, która umiera cierpi, tylko Ci którzy zostają, bo świat pędzi dalej bez zatrzymania – mówi ks. Paweł Anioł.

Jak słusznie zauważa, mamy w swojej naturze taką chęć niesienia pomocy, ale wtedy gdy mamy konkretną osobę, na którą zbieramy, a już na pewno, gdy jest nam ona znana lub w jakiś sposób bliska.

– Czasami jest tak, że pomagamy komuś kogo znamy, niestety gdy mamy pomóc komuś anonimowemu – nie ma już chętnych. Nie ma takiej świadomości, że dzisiaj ja pomagam komuś, a kiedyś ja będę tej pomocy potrzebował. Uczymy ludzi akcyjności, a nie pomocy, wynikającej z potrzeby serca, z takiego sposobu na życie. Próbujemy „hodować” aktywistów, do tego jeśli ktoś próbuje zbudować na tym swoją kampanię, robi coś pod publikę, to jest to podwójnie podłe i przykre. Tak jak nie powinniśmy się grzechami chwalić, tak nie powinniśmy krzyczeć głośno, że komuś pomagamy, tylko robić to z potrzeby serca. Nie chcę być tu źle zrozumianym bo trzeba mówić o dobru, o ludziach potrzebujących, jednoczyć ludzi wokół dobra, ale często więcej widać markę firmy powołanej do pomagania, niż samej pomocy, a może nawet osoby, które są wykorzystywane do polityki samorządowej, czy propagandy partii politycznych – kwituje duchowny.

Hospicjum to też życie

Są tacy podopieczni Domu Ulgi w Cierpieniu, którzy pozostali w pamięci księdza Pawła Anioła i personelu w sposób szczególny. A są to zwłaszcza urodzeni przed wojną panowie, prawdziwi dżentelmeni, jak opisuje ich ksiądz. Dlatego z taką serdecznością do dziś wspominają pana Jana i pana Stanisława. Los nie był dla nich łaskawy, ale szlachetność i kultura, przedwojenne wychowanie na długo pozostaną w pamięci. Jak przyznaje duchowny, często ich wspomina, żyją niejako we wspomnieniach personelu hospicjum. Podobnie jak nauczyciel w szkole, pamięta też tych, którzy „dali im wycisk” obrażając się na cały świat i tych najlepszych.

– Dla mnie taką największą radością jest pojednanie się osoby po 74-latach z Panem Bogiem. I to był mój największy sukces kapłański tutaj. Nie naciskałem, a ta osoba mając przykre doświadczenia, była daleko od Boga, od Kościoła. Pamiętam gdy odprawiałem Mszę św. tutaj w naszej kaplicy, płakaliśmy razem. To było bardzo wzruszające i to też jest taki sens mojego życia kapłańskiego. Nie jest to wchodzenie z butami w niczyje życie, bo nie mam do tego prawa. Ten człowiek sam się zdecydował. Zobaczył we mnie człowieka, nie tylko księdza – wspomina ksiądz Paweł Anioł.

Pacjenci hospicjum stacjonarnego chcą rozmawiać o życiu, niekoniecznie o śmierci. Chcą się dzielić swoim życiem, „ewangelią ich życia”. Ksiądz Paweł Anioł przyznaje, że gdyby spisać, te wszystkie opowieści, to byłaby to bardzo ciekawa książka. Dzielą się powodzeniami, słabościami i kryzysami, niespełnionym marzeniami, planami, których już nigdy nie uda się im zrealizować.

– Dla takich ludzi już nie jest ważne, czy wygra ta, czy tamta partia, czy zwycięzcą meczu będzie ta, czy tamta drużyna. Dla nich najważniejsze jest to, żeby odejść z godnością, bez cierpienia – przypomina ksiądz.

fot. Marzena Gołębiowska/naOSTRO.info

Na początku był w szoku, że ktoś może wyczuć swoją śmierć. Przypomina także, że każdy dzień przybliża nas do śmierci, a ważne jest to, co pozostawimy po sobie, tutaj na ziemi.

– Z panią Jadzią na przykład rozmawiałem do samego końca, odmawialiśmy razem „Różaniec”, po czy mówi: „Niech ksiądz mi się pomoże położyć, umieram”. Zapytałem ją: „Pani Jadziu, ale jak to?” Pobiegłem po pielęgniarkę i gdy wróciliśmy już odeszła. Wyczuła swoją śmierć. Z niektórymi osobami nawet piłem kawę, rozmawialiśmy, a za chwilę już ich nie było. Niekiedy śmierć to jest po prostu chwila. Nikt nie wie kiedy po nas przychodzi. Niektórzy umierają podczas snu, inni odchodzą w agonii. Piękne jest to, że nawiązujemy przyjaźnie dopóki są, rozmawiamy, śmiejemy się razem– tłumaczy duchowny.

Przykre jest to, że 30 procent osób, które przebywają w hospicjum stacjonarnym nie ma rodzin. W przypadku kilku osób musieli sami zorganizować pogrzeb, bo nie było tych najbliższych, którzy mogliby to zrobić. Dla wielu pacjentów to właśnie oni, personel hospicjum jest rodziną.

– Hospicjum to też życie, czas na uświęcenie, pojednanie i często tego ostatniego brakuje. Nawet na łożu śmierci często jest tak, że brat bratu nie potrafi przebaczyć, czy podać ręki. Do końca ktoś jest zawistny, zajadły. Zawsze staramy się pomóc takim umierającym, żeby się pojednali z rodziną. Mieliśmy takich braci, ten który był zdrowy przyjechał do tego umierającego i nawet ręki nie chciał mu podać. Postał 15 minut i odjechał. Dwadzieścia lat zawiści. I nawet w takim momencie nie przebaczyć. Straszne – podsumowuje ksiądz.

fot. Marzena Gołębiowska/naOSTRO.info

Zachęcają rodziny tych, którzy u nich spędzają swoje ostanie chwile, żeby przychodzili. Część odpowiada na to zaproszenie, inni się boją. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy boją się podać chorym wodę, wzywają do tego pielęgniarkę.

– Takie odwiedzanie chorego nie polega na siedzeniu przy nim jak nad skazańcem. Traktowaniem personelu jak służby najemnej. Często sami sobie nie zdajemy sprawy jak chory cieszy się, gdy najbliższe osoby pomogą choremu, wykażą się zainteresowaniem, wniosą namiastkę optymizmu, radości. A bywa tak, że rodzina dzieli się z chorym katastrofami, niepowodzeniami, narzekaniami. Chory pozostaje nabuzowany negatywnymi emocjami i przeżywa, co momentalnie widać jak się wizyta odbija na stanie psychicznym chorego. Niektórym osobom to bym nawet zakazał odwiedzać chorego, tylko ze względu na dobro pacjenta. To nie dotyczy tylko Hospicjum – tłumaczy ks. Paweł Anioł.

Próbowaliśmy utrzymywać także kontakt z rodzinami osób, które odeszły. Jest z tym różnie.

– Jedni wpadają na kawę, inni nie mogą i nie chcą przekroczyć progu naszego hospicjum, bo wracają wspomnienia, ból. Są też tacy pacjenci, którym nikt nie dawał szansy, że wyzdrowieją, wiele razy byli już w sali pożegnań. Współczesna medycyna postawiła na nich krzyżyk, a wciąż jednak żyją. Zostali wypisani do domu. Mówią o sobie, że narodzili się na nowo – tłumaczy ksiądz Anioł.

Jak to się wszystko zaczęło…

Impulsem do stworzenia hospicjum było pierwsze doświadczenie księdza Pawła Anioła, jeszcze na studiach doktoranckich, kiedy w Lublinie zetknął się z Hospicjum Dziecięcym „Małego Księcia”, gdzie razem z innymi studentami, miał możliwość przekazywania, wspierania, przebywania, organizowania różnych, koncertów i zabaw właśnie w tym hospicjum. Była to też pomoc wolontariacka z dziećmi, które przebywały w hospicjum.

– Kolejne zetknięcie z hospicjum, to może też i choroba. Moja jazda na onkologię i zetknięcie się z ludźmi, którzy tutaj z Ostrowca Świętokrzyskiego pochodzili, a których Pan Bóg już powołał do siebie. Wtedy już widziałem problemy rodzin pacjentów na onkologii – wspomina ksiądz Paweł Anioł.

– Przyjechałem do Ostrowca Świętokrzyskiego w 2001 roku. Nowe wyzwania, zadania. Już w pierwszym tygodniu przeglądałem gazety od 1967 roku. I od dawna przewijają się te same nazwiska, lokalne problemy, plany. Śledząc historię w mediach znalazłem wzmiankę w 1992 roku, kiedy próbowano w Ostrowcu Świętokrzyskim coś stworzyć dla chorych onkologicznych – wspomina ksiądz. I dodaje:

fot. Marzena Gołębiowska/naOSTRO.info

– O to, aby w Ostrowcu Świętokrzyskim było hospicjum walczyła pani Kazimiera Żak, dziennikarka, Bożenna Majewska, jak również inne stowarzyszenia. Były pomysły jak utworzyć hospicjum w Ostrowcu Świętokrzyskim. Później bardzo pomocne były też rady i kontakt z lekarzem panią Małgorzatą Raban Radłowską z którą próbowałem utworzyć hospicjum. Były różne pomysły i propozycje władzy samorządowej co do umiejscowienia ośrodka. Niestety jak to w życiu bywa, nasze drogi się rozeszły z panią Małgosią – wspomina ksiądz.

Takim istotnym punktem zwrotnym w utworzeniu hospicjum była śmierć Jana Pawła II, taka myśl, żeby tworzyć żywe pomniki.

– Ówczesny starosta Waldemar Paluch wyszedł z propozycją, że budynek po starym szpitalu, moglibyśmy odkupić po preferencyjnej cenie na ten cel. W 2006 roku, udało się notarialnie dopracować wszystkie formalności, a budynek został zakupiony przez Akcję Katolicką Diecezji Sandomierskiej, a zarządza nim Parafialny Oddział Akcji Katolickiej, działający przy Parafii Świętego Michała Archanioła – tłumaczy.

Jak przyznaje dużo udało się zrobić dzięki pomocy Posła na Sejm RP – Przemysława Gosiewskiego. Dzięki wsparciu posła udało się zdobyć środki na utworzenie Środowiskowego Domu Samopomocy.

– To była taka pierwsza jednostka, która powstała w tym budynku, który nazwaliśmy Domem Ulgi w cierpieniu imienia Jana Pawła II. Kolejną jednostką była rehabilitacja prywatna. Później znalazła miejsce grupa wsparcia dla osób z autyzmem. Wtedy jeszcze nikt nie uznawał autyzmu jako choroby, a matki nie miały wsparcia, więc tutaj się gromadziły. Tu miały warsztaty, szkolenia dla tych dzieci. Była też grupa wsparcia dla ludzi chorych na jelito grube. Później tak samo grupa Anonimowych Alkoholików, która do tej pory funkcjonuje. Były też różnego rodzaju szkolenia przedmałżeńskie, wsparcia rodziny, w ramach Akcji Katolickiej działa tutaj także poradnia, która nie tylko ograniczała się do przygotowywania do sakramentu małżeństwa, ale również pomaga w rozwiązywaniu różnego rodzaju problemów życiowych, jakie spotyka człowiek na etapie swojego życia – wspomina ksiądz Paweł Anioł.

Dzięki doktor Marii Walerowicz, jej wsparciu i pozytywnym nacisku na ks. Pawła Anioła, powstała rehabilitacja ambulatoryjna i poradnia. Kolejnym etapem był oddział dzienny rehabilitacji dzieci z zaburzeniami wieku rozwojowego, to był jeden z czterech wówczas tego typu ośrodków w województwie. Poprzez doświadczenia z dziećmi autystycznymi, grupą rehabilitantów i terapeutów, można było rozwinąć bardziej profesjonalnie grupę potrzebujących dzieci przy wsparciu środków z Narodowego Funduszu Zdrowia. Chociaż jak przyznaje ks. Paweł Anioł te środki są wciąż za małe. Obecnie przy 16 etatach jest to 38 tysięcy złotych miesięcznie: w tym lekarzy, więc jest to po prostu nierealne, aby spokojnie funkcjonować.

– Nawet jakbyśmy najniższą krajową płacili. Nie licząc informatyków, rejestracji, pań sprzątających, czy konserwatora. Powstała więc wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego i medycznego. I tak, dzięki temu, że jedna dziedzina pracowała na drugą, budynek mógł funkcjonować. Do tego dochodzi wsparcie z 1 procenta podatku, w wysokości 150 -240 tyś. zł rocznie – dodaje ksiądz.

Budynek był bardzo zdewastowany, trzeba było dobudować windy, tarasy. Włożono w niego olbrzymie pieniądze. Czasami ksiądz Paweł Anioł zastanawiał się, czy nie taniej byłoby wybudować hospicjum od zera. Udało się wyremontować budynek i teraz jego wartość przekracza 8 mln zł. Jest to też niemały zakład pracy, który zatrudnia 80 osób.

– Najważniejszym etapem było w 2014 roku otwarcie hospicjum stacjonarnego. Początkowo kontrakt z NFZ-etem opiewał na 8 łóżek, teraz na 12. Najlepiej jakby było 18-20 łóżek zakontraktowanych, wtedy mielibyśmy optymalną możliwość przyjmowania pacjentów. Powstała także Fundacja „Anielskiej Skrzydła”, której zadaniem jest odciążenie od opłat hospicjum. Wiele można mówić o Domu Ulgi w Cierpieniu im. Jana Pawła II, ale każdego roku ponad 4500 osób korzysta z pomocy w budynku któremu patronuje Święty Patron –– tłumaczy ksiądz Paweł Anioł.

Jak wesprzeć ostrowieckie hospicjum?

Ks. Paweł Anioł prosi także o wsparcie Domu Ulgi w Cierpieniu im. Jana Pawła II poprzez darowiznę w postaci 1 procenta podatku.

– W tym roku chcemy rozpocząć remont budynku przy hospicjum – dawny szpital dziecięcy na Centrum Rehabilitacji Dzieci. Wszystko zależy od pozwoleń i życzliwości darczyńców – mówi ks. Paweł Anioł.

Dla osób wypełniających samodzielnie PIT lub online:
W PIT, w rozliczeniu wystarczy wpisać:

Nr KRS 0000243268 i koniecznie dopisać cel szczegółowy: Hospicjum-Ostrowiec Świętokrzyski

Można wesprzeć także ostrowieckie hospicjum wpłacając ofiarę bezpośrednio na konto:
74 1240 1385 1111 0010 0717 3007

KRS 0000243268

Cel: HOSPICJUM-Ostrowiec Świętokrzyski

Dołącz do dyskusji

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama

Connect
Zapisz się do newslettera

Jeżeli chcesz otrzymywać cotygodniowe podsumowanie wiadomość. Zapisz się do newslettera.

Previous Next
Close
Test Caption
Test Description goes like this